O komputerach… sentymentalnie

Dziś postanowiłem podzielić się moją historią przygód z komputerami. Temat może nieco mniej techniczny, ale też ciekawy. Na pierwszy ogień idzie – Atari 65XE. Mój pierwszy prawdziwy komputer z tradycyjnym kaseciakiem. Po za, dziś już raczej budzącą zdziwienie, magnetyczną mocą gier opartych na sprite’ach z kilkudziesięciu pikseli w parunastu kolorach, które z resztą dane mi było odkryć po czasie, bo początkowo Atari podłączone było do czarno-białego telewizora. Już w tedy pojawiła się iskra programistyczna i eksperymenty w BASICu. Do dziś pamiętam podstawowe instrukcje w tym magiczne i budzące grozę PEEK i POKE do, odpowiednio odczytu i zapisu z dowolnych miejsc w pamięci. Pojawił się też wątek języków programowania wyższego poziomu, czyli semi-proceduralne LOGO, w którym można było definiować instrukcje dla małego biegającego po ekranie żółwia. Są to jednak tak odległe czasy, że mam prawo nie pamiętać wszystkiego, przejdę więc do kolejnego etapu.
Po Atari przyszła pora na Amigę. Najpopularniejszy model A500 to już zupełnie inny rozdział historii komputerów. Co się zmieniło – gry stały się bardziej kolorowe i wyglądały w końcu bardziej jak kreskówka niż symboliczne odwzorowanie kwadratami. W kwestii programowania jedynym znanym mi środowiskiem był AMOS, w którym miałem okazję trochę się poćwiczyć. Pojawiły się też pierwsze hackerskie zapędy, czyli przerabianie hexadecymalnych saveów z gier, by dodać sobie „żyć” czy monet. O czym warto wspomnieć to, że wraz z komputerami zmieniała się literatura – od Bajtków i Tajemnic Atari do magazynów Amigowych w których już wtedy poznałem podstawową składnię HTMLa czy podstawy zarządzania Uniksem, które co nie wszyscy wiedzą były dostępne też na Amigę. I choć w tym czasie nie mogłem się z nimi zapoznać, ze względu na model, który posiadałem – iskra już się pojawiła. Mówię o czasach schyłkowych Amigii, gdy niektórzy przesiadali się na oparte o PowerPC modele, a internet nie był już obcym pojęciem.
Dusza tego komputera przegrała jednak wojnę z praktycyzmem i przyszła pora na PC. Pierwsze Pentium 133 (o ile dobrze pamiętam) z dyskiem 3,2GB już pozwoliło na eksperymenty z sieciami. Ktoś pamięta karty sieciowe NE2000? O dziwo, mimo że komputer nowszy i lepszy możliwości programowania trochę zmalały – oprogramowanie do pisania własnego kodu było trudno dostępne, ale nie obyło się bez nauki w Turbo Pascalu. PC to już modułowa konstrukcja, kolejne lata więc rozwój przebiegał płynnie i krok po kroku zmieniały się podzespoły tej skrzynki.
Przygodę i nowy rozdział zawdzięczam znajomemu, który wprowadził mnie w świat Delphi 7 – to już było prawdziwe programowanie pełnych „okienkowych” aplikacji. Przyszła pora na zapoznanie się Linux’em i zgłębienie kolejno HTMLa, CSS i PHP. Pojawiła się sieć lokalna oparta nie na BNC, a skrętce. Zamiast numeru 0202122 w modemie było SDI – a wraz z nim serwer Linux’owy, pełniący wtedy rolę routera w sieci lokalnej. Od tego czasu wszystko potoczyło się już błyskawicznie z prędkością elektronów w kablu sieciowym, aż nastała przyszłość w której dziś żyjemy.

Amiga


ZYGTECH.pl