Raspberry PI – domowy serwer

Po nie tak długim oczekiwaniu dotarł do mnie egzemplarz Raspberry PI 3 Model B. Pierwsze wrażenie po rozpakowaniu – bardzo pozytywne. Ładne, eleganckie opakowanie produkowanego przez Brytyjczyków komputera robi dobre wrażenie, choć znajdująca się w środku nie obudowana płytka drukowana może wzbudzać niechęć. Nie poddając się jednak szybko zmontowałem sprzęt w zamówioną w zestawie obudowę, do zestawu dołączony jeszcze miałem zasilacz 2,5 A oraz niezbędną do działania kartę SD (16 GB).
Do poprawnego funkcjonowania niezbędny jest oczywiście system – i chociaż dostępnych jest parę opcji zdecydowałem się na najbardziej standardową, czyli Raspbian’a – specjalnie skompilowanego dla Pi Debiana. Instalacja systemu na karcie trwa niemal tyle co rozpakowanie ważącego ok. 1,3 GB archiwum. I już mogłem przystąpić do testów. Pierwsze uruchomienie z podłączonym do TV kablem HDMI, myszką i klawiaturą zaskakuje – system włącza się bardzo szybko, choć niektórych mogą denerwować komunikaty w czasie uruchamiania zamiast jakiegoś kręcącego się loga. Raspbian boot’uję się bezpośrednio do instalacji Gnome.
Bez zastanowienia zabrałem się za konfigurację – i proszę w menu opcja Raspberry Settings – wszystkie podstawowe ustawienia zebrane w jednym miejscu. Przełączyłem język, zmieniłem hasło, ustawiłem strefę czasową i jako, że planowałem użycie systemu od początku jako serwera zmieniłem logowanie – na tylko do konsoli, bez X-ów. Oczywiście również skonfigurowałem sieć Wi-Fi ze stałym adresem – dlaczego, o tym później. Krótki przegląd forum i Wiki wraz z pewnym już jednak doświadczeniem zarówno z Debian’em jak i innymi Linuxami dał mi wystarczający zasób wiedzy, by ustawić domowy serwer. Na pierwszy ogień poszło skonfigurowanie VNC. Szybka instalacja TightVNC plus edycja dwóch plików konfiguracyjnych wystarczyła by móc się logować do pulpitu Raspberry z każdego komputera w sieci lokalnej. No właśnie lokalnej, żeby w pełni wykorzystać serwer trzeba go jednak otworzyć na świat – w tym celu w routerze ustawiłem strefę DMZ na wybrany wcześniej stały (!) adres IP w sieci wewnętrznej. Dla dopełnienia efektu zmuszony byłem wykorzystać serwis no-ip.com, żeby posiadać również stałą nazwę w zewnętrznej sieci – jest to rodzaj DynDNSa – usługi nadającej domenę router’om w sieciach w których dostawca nie daje stałego zewnętrznego adresu IP.
I tak mogłem już zalogować się na wspomniane VNC lub do konsoli przez SSH z każdego miejsca na świecie używając prostej nazwy. Kolejnym krokiem była instalacja LAMP (Linux, Apache, MySQL i PHP), zgodnie z dostępną dokumentacją w sieci. Zadanie proste, ale ważne. Z uwag warto wspomnieć, że MySQL wymaga ustawienia hasła dla root’a, a do Apache’a i PHP potrzebne są odpowiednie moduły, by wszystkie elementy ze sobą współpracowały. Warto również do obsługi MySQL zainstalować phpmyadmin.
LAMPka zainstalowana i sprawdzona – phpinfo() dostarcza wszystkich informacji o wersji i dostępnych rozszerzeniach Apache i PHP. Mogłem już ściągać wget’em WordPress’a, ale postanowiłem najpierw rozwiązać problem wymiany plików z serwerem – tu wybrałem dwa rozwiązania – PureFTPd dla klientów z sieci zewnętrznej i Samba do mapowania dysków w Windows’ie w sieci wewnętrznej. I tak dobrnąłem do końca przygotowania małej czarnej skrzynki postawionej obok routera i podłączonej zasilaczem bez innych kabli, mogącej od tego momentu nazywać się dumnie serwerem.

Pi


ZYGTECH.pl